Pudełko

Kiedy rozmawiam z młodymi, ambitnymi osobami, które marzą, żeby coś w życiu osiągnąć, mam przed oczyma obraz siebie sprzed ośmiu lat. Zafascynowany nowymi technologiami, którymi się interesowałem, wyruszyłem na ich spotkanie, na uczelnię techniczną, jako student. Wiedza, która była mi przekazywana każdego dnia przeszła moje wszelkie wyobrażenie. Nie każdy student jest pełen pasji na zajęciach, ale ja właśnie taki byłem: zaangażowany i przejęty. Było tak, ponieważ czułem, że wiedza, która poznawałem, miała pomagać w przyszłości ludziom. No właśnie, miała…
Odkryłem bowiem, że możliwe jest wyprodukowanie cudownych opatrunków przyspieszających gojenie ran, jednak nie ma możliwości wprowadzenia ich na rynek. Wiele innych realnych pomysłów, w tym również moich, utknęło na poziomie prac inżynierskich i doktorskich, bo nie było kogoś, kto by te pomysły przeniósł do realizacji. Poznanie tej rzeczywistości sprawiło, ze porzuciłem studia. Byłem już mężem oraz ojcem dwójki dzieci. Moje marzenia na temat wdrażania nowych technologii do  codziennego życia ludzi zostały dokładnie spakowane do kartonowego pudełka, oklejone szeroką, szarą taśmą i opatrzone napisem “STUDIA – ADAM”. A ja rozpocząłem nowy etap w życiu pod tytułem “praca zawodowa”.
Całkowicie oddany pracy oraz rodzinie, nie wiedziałem nawet kiedy minęło 5l at życia małżeńskiego. Czas pędził. Wiele dobrych i złych chwil wydarzyło się w naszym życiu, a nasi synowie Tymek i Cyprian angażowali nas bez reszty. Byłem pełen wiary, że razem sprostamy każdemu wyzwaniu i każdej życiowej trudności. Jednak i tu w moim planie czegoś zabrakło. Czegoś, co sprawiało, że mimo ogromnej miłości mojej i żony, zaczęliśmy się od siebie oddalać. Oboje szukaliśmy rozwiązań naszych coraz częstszych awantur i nieporozumień. Moich pomysłów nie zdążyłem wprowadzić w życie, gdy usłyszałem od żony, że spotkała się z kimś kogo kocha od lat dziecięcych i chce odejść. Moje życie rozdarła błyskawica. Byłem sparaliżowany wizją przyszłych dni. Miałem w sobie w tym momencie nieskończone zasoby frustracji, ale też pretensji do niej: DLACZEGO MI TO ZROBIŁA? JAKIM PRAWEM ODBIERA DZIECIOM ICH DZIECIŃSTWO?!
Zaczęliśmy dzielić się opieka nad dziećmi i nie wchodzić sobie w drogę. To sprawiło, że miałem okazję odnowić relację z dawno niewidzianymi znajomymi. A kiedy mój przyjaciel Michał, zaproponował mi wspólny wyjazd, nie widziałem żadnych przeszkód, żeby doświadczyć czegoś nowego. Miałem otwartą głowę i chciałem poznać nowe osoby oraz spojrzenie na świat. Nie wiedziałem, że ten jeden wyjazd odmieni moje życie. Na szkoleniu z komunikacji dowiedziałem się, że jest coś takiego, co sprawia że rzeczy się kleją. Całe życie brakowało mi tego właśnie kleju. Na studiach brakowało mi komunikacji, żeby przenieść wiedzę do świata, a w rodzinie brakowało jej żeby właściwie porozumiewać się z żoną. Od tamtej pory na studiowaniu komunikacji skupiłem cała moją uwagę. Z każdym szkoleniem i przeczytaną książką stawałem się bogatszy, moim zdaniem, w najpraktyczniejszą wiedzę. Oceniam to w trzech aspektach:
Po pierwsze bez przeszkód porozumiewam się z najbliższymi a także z byłą żoną. Z sukcesem dogadujemy się w najistotniejszej dla nas sprawie, czyli przyszłości naszych dzieci. Tymek skończył pierwszą klasę w szkole muzycznej, a Cyprian coraz lepiej radzi sobie w przedszkolu i rozwija swoje umiejętności sportowe.
Po drugie potrafię komunikować się ze światem i już nie układam swoich marzeń w kartonowych pudełkach, tylko je spełniam. Dziś kontraktuję przejęcie hotelu nad morzem. Pomagam innym robić to co kochają. To sprawia mi prawdziwą radość.
Po trzecie dzięki komunikacji wprowadzam zgodny kierunek pomiędzy właścicielami firm, z którymi współpracuję. Ich biznesy skalują się, a cele realizują w synergiczny sposób.
Jestem cosierge’em biznesowym i łączę ludzi – na nowy sposób. Zachęcam Cię do podróży w głąb siebie i zastanowieniu się jak Tobie mogłaby pomóc sztuka komunikacji. W domu, w biznesie albo w spełnieniu marzenia, które być może już za długo czeka w kartonowym pudełku…