Martyna

Na wyświetlaczu telefonu pojawił się napis „Martyna” – koleżanka ze szkoły podstawowej. Kobieta z niezwykłą klasą. Zanim odebrałem połącznie, przez głowę przebiegło mi pytanie „O co może chodzić?”. Znajomy głos w słuchawce rozwiał moją niewiedzę

– Cześć Tomek, ty pracujesz w Cameleo, prawda? – zapytała.

Nie zdążyłem udzielić odpowiedzi, gdy nastąpiła dalsza część.

– Bo widzisz, my z Hubertem kupiliśmy dom i wiesz, ja niemal go wykończyłam, ale nie mam pomysłu na łazienkę, a wiesz, znasz mnie. To musi być coś naprawdę niepowtarzalnego. Coś, czego nie ma nikt inny. Wy chyba macie takie rzeczy, prawda?

Nie da się sprzedawać tynków i farb nie wiedząc, czego klient chce i nie mając choćby zarysu pragnienia.

– Przyjedź Martyna – powiedziałem – wybierzemy coś, co ci się spodoba.

Kilka dni później weszła do biura i jak zwykle roztoczyła wokół siebie woń drogich perfum i luksusu. Doskonale ubrana, świetny makijaż, dodatki dopełniające wizerunku. Dziewczyna z klasą. Wiedziałem także, że ta kobieta ma niepospolity gust i że to, czego zażyczy sobie za chwilę, może być naprawdę trudne. Ale ja, podobnie jak reszta załogi – lubimy wyzwania.

-Jak mogę ci pomóc? – zapytałem po chwili luźnej rozmowy.

– Potrzebuję czegoś do łazienki – odpowiedziała – ale nie chcę płytek. Mają je wszyscy. Są niemodne, ciężko się je myje. Chcę czegoś oryginalnego.

– Możesz powiedzieć mi coś bliżej? – zapytałem – Naprowadzić mnie?

– Chciałabym beton na ścianie – powiedziała, a ja odetchnąłem z ulgą.

Pomyślałem, że wszystko pójdzie jednak łatwiej, niż się spodziewałem.

– Beton powiadasz. Nie ma problemu.

– Tak beton – uśmiechnęła się i pokazała mi swoją torebkę – w takim kolorze.

Torebka była miętowa.  W dosyć mocnym odcieniu mięty. Zbiła mnie tym z tropu i chyba uśmiech zniknął mi na chwilę z ust.

– Da się to zrobić? Prawda? – spytała, a ja wiedziałem, że ja i cała firma postaramy się, by tak było.

Martyna wyszła, a my rozpoczęliśmy proces myślenia. Widzieliśmy, że barwienie szarego przecież betonu na zieleń niewiele nam da i efekt z pewnością nie będzie taki, jak oczekiwany przez naszą klientkę. Postanowiliśmy zatem zabarwić trawertyn. Wykonaliśmy kilka próbek.

Umówiłem się z Martyną, by pokazać jej to, co udało nam się dla niej  zrobić. Przyszła ze swoim narzeczonym – Hubertem. Oznaczało to, że temat łazienki jest dla nich naprawdę ważny. Wzięli do ręki próbki, a ja zastanowiłem się, czy sprostaliśmy wyzwaniu. Dobry gust i smak tej pary był  naprawdę wyznacznikiem naszych możliwości.

Hubert wziął do ręki próbkę, na której zatrzymał się wzrok Martyny. Patrzył na nią dosyć długo i powiedział.

– To jest dokładnie to, czego szukaliśmy.

Uśmiechnąłem się  z wyraźną ulgą.

– To się nadaje do łazienki? – zapytała po chwili zamyślona Martyna.

Uspokoiłem ją, że tak. Odpowiednio położone będzie im służyło długie lata. Ze spokojem zatem kupiła u nas materiał na… cztery metry swej wymarzonej miętowej łazienki.

Po kilku tygodniach zostałem zaproszony, by zobaczyć efekt końcowy i muszę przyznać, że był naprawdę imponujący.

Mieszkanie zostało docenione przez branżowe czasopisma. Łazienka na zdjęciach prezentowała się bardzo dobrze. Z uśmiechem na nie patrzyłem. Na efekt naszej pracy. Usłyszane zaś w słuchawce słowa:

„Dziękuję za to, że podszedłeś do mnie tak profesjonalnie, że nie uznałeś tego za fanaberię. Będę was polecać”  – pamiętam do dziś. Stały się one moją dewizą. Każdy klient jest tak samo ważny. Detalista, hurtownik, czy architekt.